Wielojęzyczna strona firmowa, techniczne pułapki, o których warto wiedzieć
Wielojęzyczna strona to naturalny krok, gdy firma wychodzi poza jeden rynek. Brzmi prosto, „dodajmy angielski", ale pod spodem kryje się kilka decyzji technicznych, które zaważą na tym, czy Google poprawnie zrozumie i pokaże każdą wersję językową. Źle poprowadzone tłumaczenie potrafi zaszkodzić pozycjom zamiast pomóc.
Trzy podejścia do struktury
Najczęściej wybiera się jeden z układów:
- Podkatalogi (
twojafirma.pl/en/), najprostsze w utrzymaniu, dziedziczą zaufanie głównej domeny. - Subdomeny (
en.twojafirma.pl), bardziej rozdzielone, nieco trudniejsze w SEO. - Osobne domeny (
twojafirma.co.uk), sensowne przy mocno różnych rynkach, ale najwięcej pracy.
Dla większości małych i średnich firm podkatalogi są najbezpieczniejszym wyborem.
Pułapka numer jeden: brak oznaczeń języka
Google musi wiedzieć, że dana podstrona to angielska wersja polskiej, służą do tego specjalne oznaczenia (hreflang). Bez nich wyszukiwarka może uznać wersje językowe za duplikaty albo pokazywać niewłaściwą wersję niewłaściwym użytkownikom.
Najczęstszy błąd to „przetłumaczyć treść, a zapomnieć o technicznych powiązaniach między wersjami". Efekt: dwie wersje konkurują ze sobą w Google zamiast się uzupełniać.
Pułapka numer dwa: automatyczne tłumaczenie wszystkiego
Wtyczki tłumaczące „w locie" bywają wygodne, ale automatyczny przekład potrafi być kanciasty, a źle wdrożony, spowalnia stronę i mnoży adresy. Lepiej tłumaczyć świadomie treści, które naprawdę mają obsługiwać dany rynek.
Zaplanujemy to z głową
Dobór struktury, poprawne oznaczenia języków, wydajność i przejrzyste przełączanie wersji to wszystko warto ustawić raz, na starcie, żeby później nie odkręcać problemów z pozycjami.
Planujesz stronę w kilku językach albo masz z nią kłopoty? Napisz do nas, pomożemy poukładać to technicznie.